*Oczami Sary*
Po telefonie od Leny szybko pobiegłam do swojego pokoju by się przebrać. Wzięłam jakieś ciuchy i poszłam do łazienki. Wyszłam już ubrana, ale zostawiłam plecak, bo stwierdziłam, że mi się nie przyda. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz. Zadzwoniłam po taksówkę, która była po 10 minutach. Wsiadłam do taksówki i pojechałam do szpitala, w którym leżała Cindy. Gdy byłam na miejscu poszłam na piętro i skierowałam się do sali Cindy. Przed jej salą siedział Louis.
- Ej co jest? - zapytałam gdy podeszłam do chłopaka.
- Pokłóciłem się z Cindy. - powiedział.
- O co znowu? - zapytałam siadając koło niego.
- O to, że ją kocham. - powiedział.
- Wejdę teraz do niej. - powiedziałam.
- Nie warto śpi. - powiedział.
- To co, poczekam, aż się obudzi. - powiedziałam.
- Jak chcesz. - powiedział, a ja weszłam do jej sali. Usiadłam na krzesełku obok jej łóżka.
-Ness. - odezwał się cichy głos.
-Tak to ja. - powiedziałam, a dziewczyna szybko odwróciła się moją stronę. Miała łzy w oczach.
-Ej mała co jest? - zapytała.
-Pokłóciłam się z Lou. - powiedziała i usiadła po turecku na łóżku.
-O co? - zapytałam.
-O Alexa. Myślał, że będziemy razem, a ja po prostu chcę spróbować z Alexem. Kocham Louisa, ale będę zbyt mocno cierpieć, a na Alexie po prostu mi zależy. - powiedziała, a po jej policzkach leciały łzy.
-Ej będzie dobrze. - powiedziałam i przytuliłam się do dziewczyny.
*Oczami Leny*
Siedziałem w salonie razem z Leną u niej w domu, oglądaliśmy jakąś komedię. Bawiłem się jej włosami
-Niall? - zapytała.
-Tak? - spytałem.
-Jestem głodna. - stwierdziła.
-Ja też. - powiedziałem. -Zrobię nam coś do jedzenia. - powiedziałem wstając i idąc w stronę kuchni.
-Kocham cię! - krzyknęła dziewczyna z salonu. Wyjąłem z lodówki szynkę, masło i inne potrzebne składniki na kanapki. Zrobiłem chyba z tuzin kanapek i poszedłem do salonu. Dziewczyna nadal oglądała film, ale nie była sama.
-Hej. - powiedziałem do nieznajomego.
-Hej. Jestem Nick, a ty? - zapytał.
-Niall. - odpowiedziałem zdziwiony.
-Poznałam go w Dublinie. - powiedziała Lena.
-Aha. Masz. - powiedziałem podając jej kanapki.
-Dzięki misiek. - powiedziała i pocałowała mnie w policzek.
_____________________________________________________________________________
Sorry, że taki krótki. Macie tu link do mojego nowego bloga. Wpadajcie, będzie mi miło: http://thehopeondreams.blogspot.com/
niedziela, 14 kwietnia 2013
środa, 10 kwietnia 2013
Spać nie mogę, więc pisze....
Nie mogę spać, więc pisze krótką notkę. Za nie długo zakładam nowego bloga, który będzie się opierał o moim własnym życiu. Nie wiem jeszcze czy mam wprowadzić tam chłopców z One Direction... Problem... Ehh jakbyście mogli to skomentujcie i napiszcie w komentarzu czy mają się tu pojawić chłopcy czy też niee...
Wasza oddana blogerka Dax;);*
Wasza oddana blogerka Dax;);*
Rozdział 29.
*Oczami Cindy*
Byłam strasznie słaba. Ledwo mogłam cokolwiek powiedzieć. Patrzyłam na twarze moich przyjaciół. Wszyscy patrzyli się na mnie z wielkim szczęściem, ale i ulgą. Dziewczyny płakały ze szczęścia, Louis też.
Chłopacy nic się nie odzywali, brunet cały czas trzymał mnie za rękę.
-Cindy tak się cieszę, że się obudziłaś. - powiedziała Lena, która przestała się do mnie przytulać.
-Ja też. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyny. -A wy? - spytałam patrząc na pozostałe 2 dziewczyny.
-My też. - powiedziały równo i oby dwie mnie przytuliły.
-Dzień dobry Cindy. - powiedział Cowell.
-Dzień dobry. - odpowiedziałam zdziwiona jego widokiem.
-W takich okolicznościach spróbuję coś zrobić. - zwrócił się do dziewczyn.
-Naprawdę panu dziękujemy. - powiedziała Iga, a mężczyzna wyszedł.
-O co chodzi? - zapytałam zdziwiona, nadal słabym głosem.
-Później ci to wytłumaczymy. Teraz musimy iść porozmawiać z lekarzem. - powiedziała Lena.
-Ale co już mnie zostawiacie? - spytałam.
-Nie zostaniesz sama. Louis z tobą będzie. - powiedziała Gabi.
-Okej. - powiedziałam i spojrzałam na chłopaka, który nadal nic się nie odzywał. Dziewczyny wyszły, a z nimi cała 4 chłopaków.
-Cindy. - powiedział Louis.
-Tak? - zapytałam.
-Co z nami będzie? - spytał.
-Louis proszę cię nie zaczynaj znowu. - powiedziałam załamanym głosem.
-Ale ja cię kocham zrozum to! - krzyknął szybko wstając z krzesła.
-Louis, ale ja już jestem z kimś. - powiedziałam.
-Pewnie z tym chłoptasiem z wczoraj. - powiedział z ironią.
-Ten chłoptaś ma na imię Alex i tak to z nim jestem. - odpowiedziałam.
-Mam tego dość. Jestem już zmęczony ciągłą walką o ciebie. - powiedział załamany i usiadł obok mnie.
-Nie zostawię Alexa na lodzie. - powiedziałam.
-Ale przecież ty mnie kochasz. - odpowiedział.
-Wiem, ale dajmy sobie chwilę przerwy. Zobaczysz, że wyjdzie to nam na dobre. - powiedziałam i złapałam go za rękę
-Kocham cię. - powiedział patrząc mi w oczy. Przybliżył się do mnie i pochylił się nade mną. Po chwili muskał delikatnie moje usta i pogrążyliśmy się w czułym pocałunku, jednak po chwili oderwałam się i spojrzałam na chłopaka.
-Idź już. Proszę. - powiedziałam. Louis nic się nie odezwał tylko odwrócił się i wyszedł. Przewróciłam się na bok i zamknęłam oczy. Po chwili spałam.
*Oczami Sary w tym samym czasie*
Siedziałam w swoim domu i martwiłam się o Cindy. Nagle zadzwonił do mnie telefon.
Ja: Halo.
Lena: Przyjedź do szpitala. Cindy się obudziła.
Ja: Zaraz będę. - powiedziałam uradowana i się rozłączyłam.
Byłam strasznie słaba. Ledwo mogłam cokolwiek powiedzieć. Patrzyłam na twarze moich przyjaciół. Wszyscy patrzyli się na mnie z wielkim szczęściem, ale i ulgą. Dziewczyny płakały ze szczęścia, Louis też.
Chłopacy nic się nie odzywali, brunet cały czas trzymał mnie za rękę.
-Cindy tak się cieszę, że się obudziłaś. - powiedziała Lena, która przestała się do mnie przytulać.
-Ja też. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyny. -A wy? - spytałam patrząc na pozostałe 2 dziewczyny.
-My też. - powiedziały równo i oby dwie mnie przytuliły.
-Dzień dobry Cindy. - powiedział Cowell.
-Dzień dobry. - odpowiedziałam zdziwiona jego widokiem.
-W takich okolicznościach spróbuję coś zrobić. - zwrócił się do dziewczyn.
-Naprawdę panu dziękujemy. - powiedziała Iga, a mężczyzna wyszedł.
-O co chodzi? - zapytałam zdziwiona, nadal słabym głosem.
-Później ci to wytłumaczymy. Teraz musimy iść porozmawiać z lekarzem. - powiedziała Lena.
-Ale co już mnie zostawiacie? - spytałam.
-Nie zostaniesz sama. Louis z tobą będzie. - powiedziała Gabi.
-Okej. - powiedziałam i spojrzałam na chłopaka, który nadal nic się nie odzywał. Dziewczyny wyszły, a z nimi cała 4 chłopaków.
-Cindy. - powiedział Louis.
-Tak? - zapytałam.
-Co z nami będzie? - spytał.
-Louis proszę cię nie zaczynaj znowu. - powiedziałam załamanym głosem.
-Ale ja cię kocham zrozum to! - krzyknął szybko wstając z krzesła.
-Louis, ale ja już jestem z kimś. - powiedziałam.
-Pewnie z tym chłoptasiem z wczoraj. - powiedział z ironią.
-Ten chłoptaś ma na imię Alex i tak to z nim jestem. - odpowiedziałam.
-Mam tego dość. Jestem już zmęczony ciągłą walką o ciebie. - powiedział załamany i usiadł obok mnie.
-Nie zostawię Alexa na lodzie. - powiedziałam.
-Ale przecież ty mnie kochasz. - odpowiedział.
-Wiem, ale dajmy sobie chwilę przerwy. Zobaczysz, że wyjdzie to nam na dobre. - powiedziałam i złapałam go za rękę
-Kocham cię. - powiedział patrząc mi w oczy. Przybliżył się do mnie i pochylił się nade mną. Po chwili muskał delikatnie moje usta i pogrążyliśmy się w czułym pocałunku, jednak po chwili oderwałam się i spojrzałam na chłopaka.
-Idź już. Proszę. - powiedziałam. Louis nic się nie odezwał tylko odwrócił się i wyszedł. Przewróciłam się na bok i zamknęłam oczy. Po chwili spałam.
*Oczami Sary w tym samym czasie*
Siedziałam w swoim domu i martwiłam się o Cindy. Nagle zadzwonił do mnie telefon.
Ja: Halo.
Lena: Przyjedź do szpitala. Cindy się obudziła.
Ja: Zaraz będę. - powiedziałam uradowana i się rozłączyłam.
wtorek, 9 kwietnia 2013
Rozdział 28.
Szykowałam się na spotkanie z Alexem, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Wyszłam ubrana i poszłam otworzyć drzwi.
-Louis? Co ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona widokiem chłopaka w swoich drzwiach.
-Musimy porozmawiać. - powiedział.
-Nie mogę teraz. Jestem umówiona. - powiedziałam.
-Ale to jest ważne. - prosił.
-Tamto też, więc przepraszam cię, ale wychodzę. - powiedziałam. Chłopak westchnął, wsiadł do swojego auta i odjechał. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała po 10 minutach i pojechałam na umówione spotkanie. Weszłam do baru i wzrokiem wyszukiwałam chłopaka. Przecież ja nawet nie wiem jak on wygląda. - pomyślałam.
-Hej. Ty pewnie jesteś Sara. - powiedział jakiś chłopak, który do mnie podszedł.
-Tak, a ty to...? - zapytałam.
-Alex. Może usiądziemy? - powiedział i gestem wskazał mi miejsce siedzenia.
-Okej. - powiedziałam i powędrowaliśmy do stolika.
-O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - zapytałam siadając przy stoliku.
-A nieciekawi cię skąd mam twój numer? - zapytał.
-Od Cindy. - odpowiedziałam.
-Ale nie chcesz wiedzieć czemu mi go podała? - podpuszczał mnie.
-Pewnie miała jakiś ważny powód. - powiedziałam obojętnie. -No to o czym chcesz ze mną porozmawiać? - ponowiłam pytanie.
-O Cindy. Dzisiaj był u niej jakiś bardzo wkurzony chłopak, w Dublinie w hotelu, w którym mieszkała.
Przyszedłem do niej, bo jak wychodziłem zobaczyłem, że siedzi załamana na łóżku. Wszedłem do jej pokoju i ten chłopak, chyba nazywał się Louis. Powiedział, że jest jej chłopakiem i żebym wyszedł od niej z pokoju, czego nie rozumiem, bo kilkanaście minut prędzej mi zaczęliśmy być razem. - powiedział i umilkł czekając na moją odpowiedź.
*Oczami Leny*
Siedziałam z Gabi i Igą u mnie w salonie. Między nami panowała cisza. Nie wiedziałyśmy od czego mamy zacząć rozmowę.
-Może powinnyśmy porozmawiać z kimś z x factora na temat Cindy? - spytała Iga.
-Masz rację. przecież ona jest w zespole, a teraz leży w szpitalu i zdolna do śpiewania nie jest. - powiedziała Gabi. Ja siedziałam i nic się nie odzywałam.
-Ej ziemia do Leny. - powiedziała Iga.
-Słyszę was, ale myślę nad tym co może jej być. - powiedziałam. -Lekarze powiedzieli, że powinna normalnie funkcjonować, a ona jest w śpiączce.
-Ej mała nie martw się będzie dobrze. - powiedziała Iga, która podeszła do mnie i mnie przytuliła. Podeszłą do nas Gabi i przytuliłyśmy się wszystkie we trzy.
*W ciągu 2 tygodni*
Chodziłyśmy codziennie do Cindy, która nadal była w śpiączce. Martwiłyśmy ię wszystkie o nią, ale nie tylko o nią. O Louisa też, który z każdym dniem wyglądał gorzej. Mówiłyśmy mu, żeby pojechał do domu chociaż raz, a on za każdym razem się upierał. Na szczęście miał wsparcie chłopaków. Codziennie przyjeżdżała cała 4. Wszyscy się zbliżyliśmy do siebie. Nie kłóciliśmy się wcale, nawet Paul był miły. Wszystkim nam było coraz gorzej, gdy patrzyliśmy na leżącą bez ruchu dziewczynę. Na czas dopóki Cindy leży w szpitalu wprowadziłyśmy się wszystkie do chłopaków. Zaproponowali nam to trzy dni po tym co próbowała zrobić dziewczyna. Harry i Iga pokłócili się tylko raz i się rozstali, potem chłopak chciał ją przeprosić, ale ona nie chciała go słuchać, więc ułożył dla niej piosenkę, po której wrócili do siebie. Mi i Niall'owi układa się wręcz doskonale. Boję się, że może się to wszystko popsuć. Dziewczyny pocieszają mnie, że będzie wszystko dobrze. Wierzyłam im, bo nie chciałam się zasmucać jeszcze bardziej.
Przyszedł dzień kiedy miałyśmy porozmawiać z Cowellem. Weszłyśmy do wielkiego studia, zaprowadzili nas do jego gabinetu i wpuścili.
-Dzień dobry. - powiedział. -Proszę siadajcie. - wskazał trzy krzesła na których usiadłyśmy.
-Dzień dobry. - odpowiedziałyśmy równocześnie.
-To o czym chcecie ze mną porozmawiać? - spytał.
-O Cindy Brown. Ona jest z nami w zespole. - powiedziała Iga.
-Tak, pamiętam wasz występ. I co z nią? - zapytał.
-Bo chodzi o to, że ona jest teraz w śpiączce. - powiedziała Gabi.
-Tak słyszałem o tym. - powiedział. -Tak mi przykro, ale co ja mam w związku z tym?
-Bo ona nie może śpiewać jak jest w śpiączce. - powiedziałam.
-Wiem, dlatego wystąpicie we 3. - powiedział, a nas zamurowało.
-Że co? - zapytała Iga z niedowierzaniem.
-A jak chcecie śpiewać? - zapytał zdziwiony.
-No myślałyśmy, że może pan coś zrobi, żeby przesunąć boot camp i poczekać, aż Cindy się obudzi. - powiedziała oburzona Gabi.
-To źle myślałyście. Nie będziemy przesuwać boot camp'u z powodu jednej uczestniczki, chyba że jakimś cudem się obudzi. - powiedział.
-Albo śpiewamy z Cindy albo wcale. - odezwałam się.
-To bardzo mi przykro. Miło było poznać. - powiedział.
-Ale to nie może się tak skończyć. - powiedziała wściekła Iga, która ze złości wyskoczyła z krzesełka.
Nagle zadzwonił do mnie telefon.
-Przepraszam odbiorę, to Louis. - powiedziałam wstając i wychodząc z gabinetu.
Ja: Halo.
L: No hej.
Ja: Co jest?
L: Przyjeżdżajcie do szpitala i to szybko.
Ja: Co jest?
L: Same zobaczycie jak przyjedziecie.
JA: okej zaraz będziemy. - powiedziałam i się rozłączyłam. Weszłam do gabinetu.
-Dziewczyny musimy jechać do szpitala. - powiedziałam. -I to szybko. - dodałam.
-Ale za nim przyjedzie taksówka to trochę minie. - powiedziała Gabi.
-Racja. Zapomniałam, że mój samochód jest u mechanika. - powiedziałam.
-To może ja was podwiozę? - wtrącił się Cowell.
-Mógłby pan? - zapytała Iga.
-Jasne. Chodźcie. - powiedział. Wziął do jednej ręki kluczyki, a do drugiej marynarkę i wyszłyśmy z nim na zewnątrz. po chwili siedziałyśmy już w samochodzie i kierowałyśmy się w stronę szpitala. Gdy byłyśmy na miejscu pobiegłyśmy w stronę sali Cindy. Nikogo nie było przed salą. Spojrzałam się za szybę. Cała 5 chłopaków stała przed łóżkiem Cindy zasłaniając ją całą. Weszłyśmy do środka razem z Simonem. Wszyscy chłopacy zasłaniali nam Cindy.
-Chłopacy co się dzieję? - zapytałam zmartwiona.
-Odsuńcie się chłopaki. - powiedział jakiś słaby i zachrypnięty głos.
-Cindy? - spytałam, a chłopacy się odsunęli. ujrzałam błekitno włosą dziewczynę, która patrzyła się na mnie tymi sowimi dużymi niebieskimi oczami.
-Obudziłaś się? - zapytałam płacząc.
-Jak widać. - odpowiedziała, a ja podeszłam szybko do dziewczyny i mocno ją przytuliłam.
_________________________________________________________________________________
No to taki trochę dłuższy.... Pomózcie mi, bo nie wytrzymam. Ja umieraaam!!!!!
-Louis? Co ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona widokiem chłopaka w swoich drzwiach.
-Musimy porozmawiać. - powiedział.
-Nie mogę teraz. Jestem umówiona. - powiedziałam.
-Ale to jest ważne. - prosił.
-Tamto też, więc przepraszam cię, ale wychodzę. - powiedziałam. Chłopak westchnął, wsiadł do swojego auta i odjechał. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała po 10 minutach i pojechałam na umówione spotkanie. Weszłam do baru i wzrokiem wyszukiwałam chłopaka. Przecież ja nawet nie wiem jak on wygląda. - pomyślałam.
-Hej. Ty pewnie jesteś Sara. - powiedział jakiś chłopak, który do mnie podszedł.
-Tak, a ty to...? - zapytałam.
-Alex. Może usiądziemy? - powiedział i gestem wskazał mi miejsce siedzenia.
-Okej. - powiedziałam i powędrowaliśmy do stolika.
-O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - zapytałam siadając przy stoliku.
-A nieciekawi cię skąd mam twój numer? - zapytał.
-Od Cindy. - odpowiedziałam.
-Ale nie chcesz wiedzieć czemu mi go podała? - podpuszczał mnie.
-Pewnie miała jakiś ważny powód. - powiedziałam obojętnie. -No to o czym chcesz ze mną porozmawiać? - ponowiłam pytanie.
-O Cindy. Dzisiaj był u niej jakiś bardzo wkurzony chłopak, w Dublinie w hotelu, w którym mieszkała.
Przyszedłem do niej, bo jak wychodziłem zobaczyłem, że siedzi załamana na łóżku. Wszedłem do jej pokoju i ten chłopak, chyba nazywał się Louis. Powiedział, że jest jej chłopakiem i żebym wyszedł od niej z pokoju, czego nie rozumiem, bo kilkanaście minut prędzej mi zaczęliśmy być razem. - powiedział i umilkł czekając na moją odpowiedź.
*Oczami Leny*
Siedziałam z Gabi i Igą u mnie w salonie. Między nami panowała cisza. Nie wiedziałyśmy od czego mamy zacząć rozmowę.
-Może powinnyśmy porozmawiać z kimś z x factora na temat Cindy? - spytała Iga.
-Masz rację. przecież ona jest w zespole, a teraz leży w szpitalu i zdolna do śpiewania nie jest. - powiedziała Gabi. Ja siedziałam i nic się nie odzywałam.
-Ej ziemia do Leny. - powiedziała Iga.
-Słyszę was, ale myślę nad tym co może jej być. - powiedziałam. -Lekarze powiedzieli, że powinna normalnie funkcjonować, a ona jest w śpiączce.
-Ej mała nie martw się będzie dobrze. - powiedziała Iga, która podeszła do mnie i mnie przytuliła. Podeszłą do nas Gabi i przytuliłyśmy się wszystkie we trzy.
*W ciągu 2 tygodni*
Chodziłyśmy codziennie do Cindy, która nadal była w śpiączce. Martwiłyśmy ię wszystkie o nią, ale nie tylko o nią. O Louisa też, który z każdym dniem wyglądał gorzej. Mówiłyśmy mu, żeby pojechał do domu chociaż raz, a on za każdym razem się upierał. Na szczęście miał wsparcie chłopaków. Codziennie przyjeżdżała cała 4. Wszyscy się zbliżyliśmy do siebie. Nie kłóciliśmy się wcale, nawet Paul był miły. Wszystkim nam było coraz gorzej, gdy patrzyliśmy na leżącą bez ruchu dziewczynę. Na czas dopóki Cindy leży w szpitalu wprowadziłyśmy się wszystkie do chłopaków. Zaproponowali nam to trzy dni po tym co próbowała zrobić dziewczyna. Harry i Iga pokłócili się tylko raz i się rozstali, potem chłopak chciał ją przeprosić, ale ona nie chciała go słuchać, więc ułożył dla niej piosenkę, po której wrócili do siebie. Mi i Niall'owi układa się wręcz doskonale. Boję się, że może się to wszystko popsuć. Dziewczyny pocieszają mnie, że będzie wszystko dobrze. Wierzyłam im, bo nie chciałam się zasmucać jeszcze bardziej.
Przyszedł dzień kiedy miałyśmy porozmawiać z Cowellem. Weszłyśmy do wielkiego studia, zaprowadzili nas do jego gabinetu i wpuścili.
-Dzień dobry. - powiedział. -Proszę siadajcie. - wskazał trzy krzesła na których usiadłyśmy.
-Dzień dobry. - odpowiedziałyśmy równocześnie.
-To o czym chcecie ze mną porozmawiać? - spytał.
-O Cindy Brown. Ona jest z nami w zespole. - powiedziała Iga.
-Tak, pamiętam wasz występ. I co z nią? - zapytał.
-Bo chodzi o to, że ona jest teraz w śpiączce. - powiedziała Gabi.
-Tak słyszałem o tym. - powiedział. -Tak mi przykro, ale co ja mam w związku z tym?
-Bo ona nie może śpiewać jak jest w śpiączce. - powiedziałam.
-Wiem, dlatego wystąpicie we 3. - powiedział, a nas zamurowało.
-Że co? - zapytała Iga z niedowierzaniem.
-A jak chcecie śpiewać? - zapytał zdziwiony.
-No myślałyśmy, że może pan coś zrobi, żeby przesunąć boot camp i poczekać, aż Cindy się obudzi. - powiedziała oburzona Gabi.
-To źle myślałyście. Nie będziemy przesuwać boot camp'u z powodu jednej uczestniczki, chyba że jakimś cudem się obudzi. - powiedział.
-Albo śpiewamy z Cindy albo wcale. - odezwałam się.
-To bardzo mi przykro. Miło było poznać. - powiedział.
-Ale to nie może się tak skończyć. - powiedziała wściekła Iga, która ze złości wyskoczyła z krzesełka.
Nagle zadzwonił do mnie telefon.
-Przepraszam odbiorę, to Louis. - powiedziałam wstając i wychodząc z gabinetu.
Ja: Halo.
L: No hej.
Ja: Co jest?
L: Przyjeżdżajcie do szpitala i to szybko.
Ja: Co jest?
L: Same zobaczycie jak przyjedziecie.
JA: okej zaraz będziemy. - powiedziałam i się rozłączyłam. Weszłam do gabinetu.
-Dziewczyny musimy jechać do szpitala. - powiedziałam. -I to szybko. - dodałam.
-Ale za nim przyjedzie taksówka to trochę minie. - powiedziała Gabi.
-Racja. Zapomniałam, że mój samochód jest u mechanika. - powiedziałam.
-To może ja was podwiozę? - wtrącił się Cowell.
-Mógłby pan? - zapytała Iga.
-Jasne. Chodźcie. - powiedział. Wziął do jednej ręki kluczyki, a do drugiej marynarkę i wyszłyśmy z nim na zewnątrz. po chwili siedziałyśmy już w samochodzie i kierowałyśmy się w stronę szpitala. Gdy byłyśmy na miejscu pobiegłyśmy w stronę sali Cindy. Nikogo nie było przed salą. Spojrzałam się za szybę. Cała 5 chłopaków stała przed łóżkiem Cindy zasłaniając ją całą. Weszłyśmy do środka razem z Simonem. Wszyscy chłopacy zasłaniali nam Cindy.
-Chłopacy co się dzieję? - zapytałam zmartwiona.
-Odsuńcie się chłopaki. - powiedział jakiś słaby i zachrypnięty głos.
-Cindy? - spytałam, a chłopacy się odsunęli. ujrzałam błekitno włosą dziewczynę, która patrzyła się na mnie tymi sowimi dużymi niebieskimi oczami.
-Obudziłaś się? - zapytałam płacząc.
-Jak widać. - odpowiedziała, a ja podeszłam szybko do dziewczyny i mocno ją przytuliłam.
_________________________________________________________________________________
No to taki trochę dłuższy.... Pomózcie mi, bo nie wytrzymam. Ja umieraaam!!!!!
niedziela, 7 kwietnia 2013
Rozdział 27.
-Jak to jest w śpiączce? - zapytałam zdziwiona i przestraszona.
-Nie wiem, lekarze mówią, że powinno być dobrze, ale ona nie chce się obudzić. - powiedziała załamana Lena.
-A dziewczynom mówiłaś? - spytałam.
-Nie. Muszę do nich zadzwonić. - powiedziała i wstała z krzesełka. Spojrzałam znowu przez szybę. Nie mogłam uwierzyć w to, że moja mała siostrzyczka tam leży i to przez chłopaka. Zobaczyłam, że Louis wstał, kierował się w stronę drzwi.
-Louis możemy pogadać? - zaczepiłam go gdy wyszedł z sali.
-Jasne, ale jeżeli chodzi Cindy, to przepraszam cię, ale ja nie dam rady. - powiedział i spojrzał w stronę Cindy.
-A kiedy będziesz w stanie? - zapytałam.
-Aż tak ci się śpieszy? - spytał.
-Tak. - powiedziałam, a chłopak odwrócił głowę w moją stronę, zauważyłam, że ma łzy w oczach.
-No to może jutro? - zapytał.
-Dobrze. - powiedziałam, a chłopak usiadł na krzesełku. Wyglądał bardzo źle.
-Może idź do domu. - zaproponowałam.
-Nie mogę. Muszę z nią tu być. Może jej się znowu coś stać- wymieniał szybko pojedyncze zdania.
-Louis jak coś to do ciebie zadzwonię. Jedź do domu, wyśpij się zjedz coś i wróć jak będziesz czuł się lepiej dobrze? - zapytałam.
-Może masz rację. - powiedział. -Tak, masz rację, a i tak muszę powiedzieć chłopakom co się stało. - powiedział, wstał i odszedł.
-Powiedziałam dziewczyną. Powiedziały, że postarają się być tu jak najszybciej. - powiedziała Lena siadając koło mnie.
-Jak się trzymasz? - zapytałam.
-Sama nie wiem. Z jednej strony jest mi cholernie źle, że ją wtedy zostawiłam z Louisem, a z drugiej cieszę się, że to tylko tak się skończyło. - powiedziała.
-Ale czemu prędzej do mnie nie zadzwoniłaś? - zapytałam lekko wkurzona.
-Bo myślałam, że nie żyje! - krzyknęła.
-To jakbym do ciebie nie zadzwoniła nawet byś nie raczyła do mnie zadzwonić? - spytałam wkurzona.
-A co miałam ci w twoim wyjeździe przeszkadzać?! - zapytała z ironią wstając z krzesełka.
-Cindy to moja siostra jest ważniejsza od jakiegoś pieprzonego wyjazdu! - wydarłam się.
-Proszę o spokój tu są też inni ludzie. - uciszała nas pielęgniarka.
-Dobrze, przepraszamy już nie będziemy. - powiedziałam.
-Mam cię dość. - powiedziała Lena i wyszła. Wybiegłam za nią.
-Lena stój. - powiedziałam, a dziewczyna się zatrzymała. Dogoniłam ją.
-Przepraszam. To wszystko te nerwy. Naprawdę nie chciałam. - powiedziałam.
-Ja też cię przepraszam. Miałaś rację powinnam do ciebie zadzwonić i powiedzieć ci co z Cindy. - powiedziała dziewczyna.
-Zgoda? - spytałam.
-Jasne. - powiedziała i przytuliłyśmy się na zgodę.
-Dobra, teraz muszę lecieć, bo muszę się rozpakować w domu. - powiedziałam i pożegnałam się z dziewczyną. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała po 5 minutach czekania.
Wsiadłam do taksówki i pojechaliśmy do mojego domu. Jechaliśmy jakieś 3 godziny bez korków, gdy w końcu dojechaliśmy do mojego domu wysiadłam, zapłaciłam i poszłam w stronę domu. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i zamknęłam się na klucz. Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę. Poszłam do łazienki, by wziąć szybki prysznic, umyłam głowę i zawinięta w ręcznik poszłam do swojego pokoju.Wyjęłam jakieś luźne ciuchy i poszłam wyłączyć wodę, która się już gotowała.
Dostałam smsa: "Możemy się spotkać? Alex", odpisałam "Kim jesteś?"..."Znajomym Cindy. Bardzo zależy mi na spotkaniu"..."Okej, ale skąd masz mój numer?"..."Cindy mi podała, ale to wyjaśnię ci jak się spotkamy. pasuję ci dzisiaj o 18 w ....(nazwa własna)?". Spojrzałam na zegarek była 16:43. "Okej." Odpisałam, a chłopak potem nic nie odpisał.
_________________________________________________________________________________
Dzisiaj krótki. przepraszam, ale rodzina popędza. IDIOCI-.-'
Dzisiaj będzie jeszcze jedeeeen!:D:D:D
-Nie wiem, lekarze mówią, że powinno być dobrze, ale ona nie chce się obudzić. - powiedziała załamana Lena.
-A dziewczynom mówiłaś? - spytałam.
-Nie. Muszę do nich zadzwonić. - powiedziała i wstała z krzesełka. Spojrzałam znowu przez szybę. Nie mogłam uwierzyć w to, że moja mała siostrzyczka tam leży i to przez chłopaka. Zobaczyłam, że Louis wstał, kierował się w stronę drzwi.
-Louis możemy pogadać? - zaczepiłam go gdy wyszedł z sali.
-Jasne, ale jeżeli chodzi Cindy, to przepraszam cię, ale ja nie dam rady. - powiedział i spojrzał w stronę Cindy.
-A kiedy będziesz w stanie? - zapytałam.
-Aż tak ci się śpieszy? - spytał.
-Tak. - powiedziałam, a chłopak odwrócił głowę w moją stronę, zauważyłam, że ma łzy w oczach.
-No to może jutro? - zapytał.
-Dobrze. - powiedziałam, a chłopak usiadł na krzesełku. Wyglądał bardzo źle.
-Może idź do domu. - zaproponowałam.
-Nie mogę. Muszę z nią tu być. Może jej się znowu coś stać- wymieniał szybko pojedyncze zdania.
-Louis jak coś to do ciebie zadzwonię. Jedź do domu, wyśpij się zjedz coś i wróć jak będziesz czuł się lepiej dobrze? - zapytałam.
-Może masz rację. - powiedział. -Tak, masz rację, a i tak muszę powiedzieć chłopakom co się stało. - powiedział, wstał i odszedł.
-Powiedziałam dziewczyną. Powiedziały, że postarają się być tu jak najszybciej. - powiedziała Lena siadając koło mnie.
-Jak się trzymasz? - zapytałam.
-Sama nie wiem. Z jednej strony jest mi cholernie źle, że ją wtedy zostawiłam z Louisem, a z drugiej cieszę się, że to tylko tak się skończyło. - powiedziała.
-Ale czemu prędzej do mnie nie zadzwoniłaś? - zapytałam lekko wkurzona.
-Bo myślałam, że nie żyje! - krzyknęła.
-To jakbym do ciebie nie zadzwoniła nawet byś nie raczyła do mnie zadzwonić? - spytałam wkurzona.
-A co miałam ci w twoim wyjeździe przeszkadzać?! - zapytała z ironią wstając z krzesełka.
-Cindy to moja siostra jest ważniejsza od jakiegoś pieprzonego wyjazdu! - wydarłam się.
-Proszę o spokój tu są też inni ludzie. - uciszała nas pielęgniarka.
-Dobrze, przepraszamy już nie będziemy. - powiedziałam.
-Mam cię dość. - powiedziała Lena i wyszła. Wybiegłam za nią.
-Lena stój. - powiedziałam, a dziewczyna się zatrzymała. Dogoniłam ją.
-Przepraszam. To wszystko te nerwy. Naprawdę nie chciałam. - powiedziałam.
-Ja też cię przepraszam. Miałaś rację powinnam do ciebie zadzwonić i powiedzieć ci co z Cindy. - powiedziała dziewczyna.
-Zgoda? - spytałam.
-Jasne. - powiedziała i przytuliłyśmy się na zgodę.
-Dobra, teraz muszę lecieć, bo muszę się rozpakować w domu. - powiedziałam i pożegnałam się z dziewczyną. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała po 5 minutach czekania.
Wsiadłam do taksówki i pojechaliśmy do mojego domu. Jechaliśmy jakieś 3 godziny bez korków, gdy w końcu dojechaliśmy do mojego domu wysiadłam, zapłaciłam i poszłam w stronę domu. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i zamknęłam się na klucz. Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę. Poszłam do łazienki, by wziąć szybki prysznic, umyłam głowę i zawinięta w ręcznik poszłam do swojego pokoju.Wyjęłam jakieś luźne ciuchy i poszłam wyłączyć wodę, która się już gotowała.
Dostałam smsa: "Możemy się spotkać? Alex", odpisałam "Kim jesteś?"..."Znajomym Cindy. Bardzo zależy mi na spotkaniu"..."Okej, ale skąd masz mój numer?"..."Cindy mi podała, ale to wyjaśnię ci jak się spotkamy. pasuję ci dzisiaj o 18 w ....(nazwa własna)?". Spojrzałam na zegarek była 16:43. "Okej." Odpisałam, a chłopak potem nic nie odpisał.
_________________________________________________________________________________
Dzisiaj krótki. przepraszam, ale rodzina popędza. IDIOCI-.-'
Dzisiaj będzie jeszcze jedeeeen!:D:D:D
sobota, 6 kwietnia 2013
Rozdział 26.
*Oczami Louis*
-Przepraszam może pan powtórzyć? - zapytałem.
-Tak. Pańska dziewczyna jest w śpiączce. Nie wiemy co się stało, została uratowana, spadła na miękki materac. Nie wiemy. Naprawdę jest nam przykro. - powiedział lekarz, a ja nie wiedziałem co mam powiedzieć.
-Czy możemy ją odwiedzić? - spytała Lena.
-Ależ oczywiście. - powiedział lekarz. -Zaprowadzę was do niej. - wstał i otworzył drzwi. Wstaliśmy równo. Lena wyszła pierwsza, ja za nią ,a lekarz ostatni. Lekarz nas wyprzedził i zaprowadził do jakiejś sali. Na łóżku leżała Cindy. Taka bezbronna Cindy. Podszedłem do jej łózka i delikatnie wziąłem jej dłoń. Była bezwładna, nie ruszała się. Po moim policzku zaczęły lecieć łzy.
-Zostawię was. - powiedziała Lena i wyszła.
-Oh Cindy. - powiedziałem kładąc głowę na jej rękę. -Czemu to zrobiłaś? Czemu chciałaś się zabić? - pytałem, a moje łzy leciały już strumieniami. -Tak cię kocham. - powiedziałem i pocałowałem wierzch jej dłoni.
*Oczami Leny*
-Halo. - powiedziałam odbierając telefon, który natarczywie do mnie dzwonił.
-Część tu Sara. Co się dzieje z Cindy. Czemu nie odbiera? - pytała dziewczyna.
-Sara, gdzie ty jesteś? - zapytałam.
-Zaraz wsiadam do samolotu, który się spóźnia, a co? - zapytała zmartwiona.
-Posłuchaj, nie możesz lecieć do Japonii. - powiedziałam szybko.
-Ale czemu? - zapytała zdziwiona.
-Przyjedź do szpitala ..... w Dublinie. - powiedziałam.
-Ale czemu? Lena powiedz mi! - krzyknęła.
-Nie krzycz tylko przyjedź i to natychmiast. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Usiadłam na krześle i zatopiłam się w moich myślach.
*Oczami Sary*
Bardzo przeraził mnie telefon od Leny.
-Mamo nie mogę lecieć. - powiedziałam.
-Ale czemu? - zapytała zdziwiona moja rodzicielka.
-Nie wiem, ale po prostu nie mogę. Leć sama. Przepraszam. - powiedziałam. Wzięła swoje walizki i pobiegłam w stronę wyjścia z lotniska. Gdy byłam na dworzu wsiadłam do taksówki, która się zatrzymała na przeciwko mnie. Kierowca schował moje bagaże do bagażnika i pojechaliśmy najpierw do mojego mieszkania, w którym zostawiłam bagaże, a potem do szpitala o którym powiedziała mi Lena. Wpadłam do szpitala jak oparzona, zobaczyłam Lenę siedzącą na krzesełku i ze schowaną twarzą w dłoniach.
-Lena! - krzyknęłam zbliżając się do niej. Dziewczyna się podniosła i przytuliła się do mnie.
-Ej co ty płaczesz? - spytałam.
-Znowu. - powiedziała ocierając łzy. -Tylko tym razem ze szczęścia.
-Ale czemu ze szczęścia? - spytałam zdziwiona siadając na krześle.
-No, bo... - zacięła się.
-Mów. - pośpieszyłam ją.
-Cindy chciała popełnić samobójstwo. - powiedziała i znowu się popłakała.
-Że co? - spytałam i poczułam się jakby coś we mnie pękło.
-Ale na szczęście żyje. leży tam. - powiedziała i wskazała jakąś salę. Wstałam i spojrzałam za szybę. Zauważyłam Louisa siedzącego koło jej łóżka. Coś we mnie pękło.
-Co on tu robi? - spytałam wściekła. -Powinien być w trasie.
-Przerwali trasę, bo Louis nie jest w stanie występować. - powiedziała Lena.
-Aha. - powiedziałam załamana i usiadłam obok dziewczyny.
-Czemu chciała to zrobić? - zapytałam.
-Masz. - powiedziała i wręczyła mi jakąś kartkę papieru.
-Co to? - zapytałam zdziwiona.
-List, który napisała za nim próbowała się zabić. - powiedziała.
-Okej. - powiedziałam i zaczęłam czytać.
*PO przeczytaniu listu*
-Nie rozumiem. - powiedziałam.
-Ja też nie. - dodała różowo włosa dziewczyna.
-Wejdę do niej. - powiedziałam.
-To nic nie da. - odrzekła.
-Czemu? - spytałam.
-Jest w śpiączce. - powiedziała.
-Przepraszam może pan powtórzyć? - zapytałem.
-Tak. Pańska dziewczyna jest w śpiączce. Nie wiemy co się stało, została uratowana, spadła na miękki materac. Nie wiemy. Naprawdę jest nam przykro. - powiedział lekarz, a ja nie wiedziałem co mam powiedzieć.
-Czy możemy ją odwiedzić? - spytała Lena.
-Ależ oczywiście. - powiedział lekarz. -Zaprowadzę was do niej. - wstał i otworzył drzwi. Wstaliśmy równo. Lena wyszła pierwsza, ja za nią ,a lekarz ostatni. Lekarz nas wyprzedził i zaprowadził do jakiejś sali. Na łóżku leżała Cindy. Taka bezbronna Cindy. Podszedłem do jej łózka i delikatnie wziąłem jej dłoń. Była bezwładna, nie ruszała się. Po moim policzku zaczęły lecieć łzy.
-Zostawię was. - powiedziała Lena i wyszła.
-Oh Cindy. - powiedziałem kładąc głowę na jej rękę. -Czemu to zrobiłaś? Czemu chciałaś się zabić? - pytałem, a moje łzy leciały już strumieniami. -Tak cię kocham. - powiedziałem i pocałowałem wierzch jej dłoni.
*Oczami Leny*
-Halo. - powiedziałam odbierając telefon, który natarczywie do mnie dzwonił.
-Część tu Sara. Co się dzieje z Cindy. Czemu nie odbiera? - pytała dziewczyna.
-Sara, gdzie ty jesteś? - zapytałam.
-Zaraz wsiadam do samolotu, który się spóźnia, a co? - zapytała zmartwiona.
-Posłuchaj, nie możesz lecieć do Japonii. - powiedziałam szybko.
-Ale czemu? - zapytała zdziwiona.
-Przyjedź do szpitala ..... w Dublinie. - powiedziałam.
-Ale czemu? Lena powiedz mi! - krzyknęła.
-Nie krzycz tylko przyjedź i to natychmiast. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Usiadłam na krześle i zatopiłam się w moich myślach.
*Oczami Sary*
Bardzo przeraził mnie telefon od Leny.
-Mamo nie mogę lecieć. - powiedziałam.
-Ale czemu? - zapytała zdziwiona moja rodzicielka.
-Nie wiem, ale po prostu nie mogę. Leć sama. Przepraszam. - powiedziałam. Wzięła swoje walizki i pobiegłam w stronę wyjścia z lotniska. Gdy byłam na dworzu wsiadłam do taksówki, która się zatrzymała na przeciwko mnie. Kierowca schował moje bagaże do bagażnika i pojechaliśmy najpierw do mojego mieszkania, w którym zostawiłam bagaże, a potem do szpitala o którym powiedziała mi Lena. Wpadłam do szpitala jak oparzona, zobaczyłam Lenę siedzącą na krzesełku i ze schowaną twarzą w dłoniach.
-Lena! - krzyknęłam zbliżając się do niej. Dziewczyna się podniosła i przytuliła się do mnie.
-Ej co ty płaczesz? - spytałam.
-Znowu. - powiedziała ocierając łzy. -Tylko tym razem ze szczęścia.
-Ale czemu ze szczęścia? - spytałam zdziwiona siadając na krześle.
-No, bo... - zacięła się.
-Mów. - pośpieszyłam ją.
-Cindy chciała popełnić samobójstwo. - powiedziała i znowu się popłakała.
-Że co? - spytałam i poczułam się jakby coś we mnie pękło.
-Ale na szczęście żyje. leży tam. - powiedziała i wskazała jakąś salę. Wstałam i spojrzałam za szybę. Zauważyłam Louisa siedzącego koło jej łóżka. Coś we mnie pękło.
-Co on tu robi? - spytałam wściekła. -Powinien być w trasie.
-Przerwali trasę, bo Louis nie jest w stanie występować. - powiedziała Lena.
-Aha. - powiedziałam załamana i usiadłam obok dziewczyny.
-Czemu chciała to zrobić? - zapytałam.
-Masz. - powiedziała i wręczyła mi jakąś kartkę papieru.
-Co to? - zapytałam zdziwiona.
-List, który napisała za nim próbowała się zabić. - powiedziała.
-Okej. - powiedziałam i zaczęłam czytać.
*PO przeczytaniu listu*
-Nie rozumiem. - powiedziałam.
-Ja też nie. - dodała różowo włosa dziewczyna.
-Wejdę do niej. - powiedziałam.
-To nic nie da. - odrzekła.
-Czemu? - spytałam.
-Jest w śpiączce. - powiedziała.
Rozdział 25.
*Oczami Leny*
-Może pani powtórzyć? - zapytałam po chwili milczenia.
-Pani Cindy Brown leży w szpitalu ........ Czy moglibyśmy się z panią zobaczyć? - spytała jakaś kobieta.
-No..Dobrze... - powiedziałam, a kobieta się rozłączyła. -Muszę natychmiast tam jechać. - powiedziałam i uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos.
-Gdzie musisz jechać? - spytał się Louis. Wahałam się czy mam mu powiedzieć, że Cindy żyje.
-No, bo... - zacięłam się, ale postanowiłam, że mu powiem. -Zadzwonili do mnie ze szpitala i powiedzieli, że Cindy... - zacięłam się.
-Co Cindy?! - krzyknął brunet.
-Że ona żyje. - powiedziałam.
-Ty chyba sobie żartujesz?! - krzyknął znów chłopak.
-Jedziesz ze mną czy nie? - spytałam by uniknąć kłótni.
-Jadę. - powiedział stanowczo chłopak. -A ty nie masz zamiaru się przebrać? - spytał chłopak.
-Może masz rację. - powiedziałam patrząc na mój dotychczasowy strój. Wróciłam do pokoju, wzięłam ciuchy z walizki i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Wczorajszy makijaż rozmazany przez łzy, oczy podkrążone i całe czerwone, ale postanowiłam, że pierwszy wezmę szybki prysznic. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Po szybkim prysznicu wyjęłam z kosmetyczki krem do demakijażu i zaczęłam zmywać makijaż. Zajęło mi to może z 3 minuty, potem chciałam ukryć wory pod oczami, więc wyjęłam fluid i lekko pomalowałam twarz. Gdy skończyłam ukrywać ślady po płakaniu postanowiłam się ubrać, na dworzu było dość ponuro, więc ubrałam coś luźnego i ciepłego i wyszłam z łazienki.
-Gotowa? - spytał Lou, który siedział na łóżku.
-Tak, chodźmy. - powiedziałam i wyszliśmy z pokoju. Weszliśmy do winy i zjechaliśmy na dół. Wyszliśmy z hotelu.
-Pojedziemy busem. - powiedział chłopak.
-Nie. Jedziemy moim autem. - powiedziałam stanowczo.
-Ale.. - odezwał si.ę chłopak.
-Żadnego, ale jedziemy moim autem i koniec dyskusji. - powiedziałam stanowczo, a chłopak nic się nie odezwał. Otworzyłam auto i wsiedliśmy do środka. Ja za kierownicą, a brunet obok. Ruszyłam z piskiem opon. Jechaliśmy w ciszy, a Louis pisał do kogoś sms'a. Włączyłam radio, bo ta cisza zabijała mnie powoli.
Leciały akurat wiadomości.
"Reporterka.: Z naszych najnowszych źródeł wiemy, że sławny boysband ma w planach przerwanie trasy koncertowej, przez próbę samobójczą dziewczyny jednego członka zespołu. Zgaduje, że Louisa, którego teraz z nami nie ma. Prawda?
Niestety, ale to prawda. - powiedział chyba Harry.
R: A może wiecie z jakich przyczyn chciała to zrobić?
Nie wiem, a po drugie to jej prywatna sprawa. Nie chcemy o tym rozmawiać, a zwłaszcza teraz kiedy leży w szpitalu. - powiedział oburzony Niall.
R: No dobrze, więc jak to jest z tą trasą? - zapytała zmieszana reporterka.
Jeśli wszystko się nie wyjaśni przerywamy trasę. Z tego miejsca bardzo chcemy przeprosić naszych fanów na całym naszym świecie i prosimy wybaczcie nam i nie miejcie za złe dziewczynie Louisa. Jeśli jesteście naszymi prawdziwymi fanami to zrozumiecie nas i nie będziecie mieli nam tego za złe. - powiedział spokojny Zayn.
R:Dziękujemy za wywiad. Na dzisiaj to tyle." Wyłączyłam radio. Spojrzałam na Louisa, chłopak patrzył się przez szybę na jakąś parę idącą za rękę. Dojechaliśmy do szpitala. Zaparkowałam i razem z Louisem pobiegliśmy w stronę szpitala. Wpadliśmy do recepcji.
-Dzień dobry. Czym mogę służyć? - spytała się nas miła kobieta w starszym wieku.
-Dzień dobry. Nazywam się Lena Clark. Dzwonili do mnie z tego szpitala. - powiedziałam.
-A tak. Pan doktor już na panią czeka. Jego gabinet jest tam. - powiedziała i wskazała drzwi na przeciwko recepcji.
-Dziękuj. - powiedziałam i razem z chłopakiem poszłam do gabinetu lekarza. Zapukałam.
-Proszę - odezwał się ten sam głos co podczas rozmowy.
-Dzień dobry. Nazywam się Lena Clark. Dzwonił pan do mnie. - powiedziałam wchodząc z Louisem do pomieszczenia.
-Ah tak. Proszę - powiedział i wskazał nam krzesełka naprzeciwko siebie.
-A pan to? - spytał.
-Jestem Louis Tomlinson. Jestem chłopakiem Cindy. - powiedział i podał lekarzowi rękę.
-Ty jesteś z tego sławnego zespołu One Direction? - zapytał.
-Tak. - powiedział.
-Moja córka was uwielbia. - powiedział.
-Bardzo mi miło, ale co z Cindy? - zapytał Lou.
-A no tak, przepraszam. Wracając do pańskiej dziewczyny. Bardzo mi przykro, ale jest w śpiączce. - powiedział lekarz.
-Może pani powtórzyć? - zapytałam po chwili milczenia.
-Pani Cindy Brown leży w szpitalu ........ Czy moglibyśmy się z panią zobaczyć? - spytała jakaś kobieta.
-No..Dobrze... - powiedziałam, a kobieta się rozłączyła. -Muszę natychmiast tam jechać. - powiedziałam i uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos.
-Gdzie musisz jechać? - spytał się Louis. Wahałam się czy mam mu powiedzieć, że Cindy żyje.
-No, bo... - zacięłam się, ale postanowiłam, że mu powiem. -Zadzwonili do mnie ze szpitala i powiedzieli, że Cindy... - zacięłam się.
-Co Cindy?! - krzyknął brunet.
-Że ona żyje. - powiedziałam.
-Ty chyba sobie żartujesz?! - krzyknął znów chłopak.
-Jedziesz ze mną czy nie? - spytałam by uniknąć kłótni.
-Jadę. - powiedział stanowczo chłopak. -A ty nie masz zamiaru się przebrać? - spytał chłopak.
-Może masz rację. - powiedziałam patrząc na mój dotychczasowy strój. Wróciłam do pokoju, wzięłam ciuchy z walizki i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Wczorajszy makijaż rozmazany przez łzy, oczy podkrążone i całe czerwone, ale postanowiłam, że pierwszy wezmę szybki prysznic. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Po szybkim prysznicu wyjęłam z kosmetyczki krem do demakijażu i zaczęłam zmywać makijaż. Zajęło mi to może z 3 minuty, potem chciałam ukryć wory pod oczami, więc wyjęłam fluid i lekko pomalowałam twarz. Gdy skończyłam ukrywać ślady po płakaniu postanowiłam się ubrać, na dworzu było dość ponuro, więc ubrałam coś luźnego i ciepłego i wyszłam z łazienki.
-Gotowa? - spytał Lou, który siedział na łóżku.
-Tak, chodźmy. - powiedziałam i wyszliśmy z pokoju. Weszliśmy do winy i zjechaliśmy na dół. Wyszliśmy z hotelu.
-Pojedziemy busem. - powiedział chłopak.
-Nie. Jedziemy moim autem. - powiedziałam stanowczo.
-Ale.. - odezwał si.ę chłopak.
-Żadnego, ale jedziemy moim autem i koniec dyskusji. - powiedziałam stanowczo, a chłopak nic się nie odezwał. Otworzyłam auto i wsiedliśmy do środka. Ja za kierownicą, a brunet obok. Ruszyłam z piskiem opon. Jechaliśmy w ciszy, a Louis pisał do kogoś sms'a. Włączyłam radio, bo ta cisza zabijała mnie powoli.
Leciały akurat wiadomości.
"Reporterka.: Z naszych najnowszych źródeł wiemy, że sławny boysband ma w planach przerwanie trasy koncertowej, przez próbę samobójczą dziewczyny jednego członka zespołu. Zgaduje, że Louisa, którego teraz z nami nie ma. Prawda?
Niestety, ale to prawda. - powiedział chyba Harry.
R: A może wiecie z jakich przyczyn chciała to zrobić?
Nie wiem, a po drugie to jej prywatna sprawa. Nie chcemy o tym rozmawiać, a zwłaszcza teraz kiedy leży w szpitalu. - powiedział oburzony Niall.
R: No dobrze, więc jak to jest z tą trasą? - zapytała zmieszana reporterka.
Jeśli wszystko się nie wyjaśni przerywamy trasę. Z tego miejsca bardzo chcemy przeprosić naszych fanów na całym naszym świecie i prosimy wybaczcie nam i nie miejcie za złe dziewczynie Louisa. Jeśli jesteście naszymi prawdziwymi fanami to zrozumiecie nas i nie będziecie mieli nam tego za złe. - powiedział spokojny Zayn.
R:Dziękujemy za wywiad. Na dzisiaj to tyle." Wyłączyłam radio. Spojrzałam na Louisa, chłopak patrzył się przez szybę na jakąś parę idącą za rękę. Dojechaliśmy do szpitala. Zaparkowałam i razem z Louisem pobiegliśmy w stronę szpitala. Wpadliśmy do recepcji.
-Dzień dobry. Czym mogę służyć? - spytała się nas miła kobieta w starszym wieku.
-Dzień dobry. Nazywam się Lena Clark. Dzwonili do mnie z tego szpitala. - powiedziałam.
-A tak. Pan doktor już na panią czeka. Jego gabinet jest tam. - powiedziała i wskazała drzwi na przeciwko recepcji.
-Dziękuj. - powiedziałam i razem z chłopakiem poszłam do gabinetu lekarza. Zapukałam.
-Proszę - odezwał się ten sam głos co podczas rozmowy.
-Dzień dobry. Nazywam się Lena Clark. Dzwonił pan do mnie. - powiedziałam wchodząc z Louisem do pomieszczenia.
-Ah tak. Proszę - powiedział i wskazał nam krzesełka naprzeciwko siebie.
-A pan to? - spytał.
-Jestem Louis Tomlinson. Jestem chłopakiem Cindy. - powiedział i podał lekarzowi rękę.
-Ty jesteś z tego sławnego zespołu One Direction? - zapytał.
-Tak. - powiedział.
-Moja córka was uwielbia. - powiedział.
-Bardzo mi miło, ale co z Cindy? - zapytał Lou.
-A no tak, przepraszam. Wracając do pańskiej dziewczyny. Bardzo mi przykro, ale jest w śpiączce. - powiedział lekarz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)